27 marca 2014

Kolejna wizyta u fryzjera + moje włosy na detoxie

Wiele osób ma swoich fryzjerów, których odwiedzają od kilku lat i są zadowoleni. Inni po prostu obcinają sobie włosy sami. Reszta cały czas poszukuje tego idealnego fryzjera. Ja należę do tej ostatniej grupy osób.

Zanim stałam się włosomaniaczką, nie chodziłam do fryzjera wcale. Czasami (raz na kilka lat), kiedy do mojego domu przychodziła fryzjerka w celu odświeżenia fryzury reszcie domowników, sama również z tego korzystałam. Przez miniony rok byłam już u 4 fryzjerek (za każdym razem u innej), ale niestety z żadnego salonu fryzjerskiego nie byłam zadowolona w 100%. Dzisiaj postanowiłam sprawdzić kolejny salon, gdzie wizyta przebiegła mniej więcej tak:
Weszłam do pustego, słabo oświetlonego pomieszczenia, gdzie zauważyłam 5 plastikowych krzeseł, z których jedno różniło się od pozostałych. "Salon" (dodałam cudzysłów, ponieważ prawdziwym salonem nie można było nazwać tego miejsca) nie był urządzony tak elegancko jak inne, w których bywałam. Zapytałam właścicielki o wolne miejsce ok. godziny 12. Odpowiedziała, że oni nie zapisują, tylko od razu przyjmują, co od razu powinno dać mi do myślenia... Wróciłam więc po kilku godzinach, ale w tym momencie kobieta nie mogła mnie przyjąć, ponieważ miała inną klientkę. Usiadłam więc na jednym z plastikowych krzeseł i czekając, przeglądałam różne czasopisma. W pewnym momencie, klientce odbiło się na głos! W miejscu publicznym przy obcej osobie! Oczywiście przeprosiła, ale to i tak jej nie usprawiedliwia. Wywnioskowałam, iż mogła być stałą klientką lub nawet znajomą właścicielki, ponieważ kobiety rozmawiały ze sobą bardzo swobodnie. Po długim oczekiwaniu, zostałam poproszona. Fryzjerka zapytała, czy myjemy włosy. Odpowiedziałam, że tak i podałam jej szampon. Wtedy się wszystko zaczęło... Najpierw gorąca woda, a potem wytarła moje włosy ręcznikiem! (Pewnie myślicie sobie sarkastycznie: "jaka ona zła i niedobra", ale chodzi o to, że nie odcisnęła delikatnie moich włosów w jednorazowy ręcznik papierowy, tylko użyła materiałowego, którym tarła moje włosy) + za to, że umyła je 2 razy. Później zaprosiła mnie na fotel, gdzie spryskała moje włosy tym i zaczęła je rozczesywać (i odrobinę szarpać) od góry plastikowym grzebieniem z szeroko rozstawionymi zębami (zapomniałam wziąć swojego TT). Nie wytrzymałam i poprosiłam, aby czesała je od dołu, na co odpowiedziała, że przecież czesze... Nie używała degażówek i chwilę przed obcięciem pokazała mi w dłoni, ile dokładnie chce obciąć, za co +. Po podcięciu zapytała, czy prostujemy, czy tylko suszymy, na co odpowiedziałam, że tylko suszymy. Przed przystąpieniem, spryskała moje włosy tym, wyjęła suszarkę (gorszą od mojej! - starą, głośną i bez chłodnego nawiewu) i zaczęła je suszyć gorącym nawiewem bez szczotki i bez niczego. Na koniec spytała, czy ma użyć lakieru do włosów, na co odpowiedziałam przecząco. Po powrocie do domu włosy prezentowały się tak:

tak wyglądają moje włosy umyte samym szamponem

Podsumowując, wbrew pozorom fryzjerka była bardzo miła, spełniła swoje zadanie - pocieniowała delikatnie i obcięła w kształcie litery "U", ale do jej "salonu" już nie wrócę. Bywałam w gorszych, ale i w lepszych. Kolejną wizytę planuję dopiero w czasie wakacji. Wszystko zależy od tego, kiedy włosy będą wymagały podcięcia. Z efektu końcowego jestem dość zadowolona, ale ponieważ jest mnóstwo różnych salonów fryzjerskich do przetestowania, nie poprzestanę na jednym i w końcu znajdę taki, który będzie mi całkowicie odpowiadał.

Buziaki,

18 komentarzy:

  1. Ja też planuję wizytę u fryzjera. Mam ochotę na jakąś zmianę na wiosnę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trafić na bardzo dobrego fryzjera to nie lada wyzwanie. Na szczęście ja na takiego trafiłam i na razie nie zamierzam zmieniać :) A włosy masz bardzo ładnie podcięte :)) Też mi się marzy podcięcie w stylu U, ale póki co zapuszczam włosy, a później zdecyduję się na to cięcie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bym się nie dała dotknąć w takim miejscu, sam "wystrój" by mnie odstraszył. Podcinam włosy sama, to mimo wszystko chyba najbezpieczniejsza i najmniej stresująca opcja.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi ostatnio włosy podcina mój W, chyba że jest do zrobienia jakieś cięcie warstwowe, to podcina mi koleżanka po technikum fryzjerskim ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. dla mnie bardzo ważny jest wystrój salonu, według mnie świadczy to o prefesjonalizmie danej firmy :-) ja bym się bała chodzić za każdym razem do innego fryzjera :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Śliczne włoski, oj śliczne ;) Moje wołają o pomstę do nieba :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja także bym nie usiadła na tym krzesełku ani na chwilkę w takim miejscu! :P Prędzej bym wyszła niż weszła do takiego "salonu" ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. ja tez bardzo chetnie robiłabym to sama ale niestety wycieniowanie aby układały sie lepiej jest nieco trudne na lokach tym badziej długich....ale moja mamuśka jest fryzjerką i ratuje moja sytuację!!!!!! jak na razie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytając niektóre opisy wizyt fryzjerskich to myślę, że masz się z czego cieszyć...tzn. że nie wyszłaś z włosami do ramion, albo poszarpanymi jak po ataku kota. Niestety ciężko trafić do dobrego fryzjera, a jak już się trafi to na następnej wizycie okazuje się, że już go nie ma (ze mną tak było):/

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też nie trafiłam na dobrego fryzjera, a szkoda :C Jak na razie walczę o zdrowe włosy

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja ostatnio pocieniowałam trochę i jestem zadowolona. Gorzej, że musiałam za dwa dosłownie ruchy nożyczek zapłacić 60 zł.

    OdpowiedzUsuń
  12. chyba ten wystrój by mnie odstraszył:)

    OdpowiedzUsuń
  13. też ostatnio trafiłam do podobnego fryzjera ;/ też włosy okropnie szarpała na mokro. gdy wróciłam do domu no to po przejechaniu dłonią wypadały mi ;/ nigdy już tam nie wrócę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Kurcze, jak to znajomo brzmi. Dopiero co wczoraj byłam u fryzjera i opisałam swoje wrażenia u siebie. To okropne, że "fryzjerki" nie wiedzą, jak powinno się obchodzić z włosami. U mnie jest jeszcze gorzej, bo mam naprawdę problematyczne włosy kręcone. Wczoraj tyle mi ich nawyrywała i naszarpała, że miałam ochotę ją palnąć. I też oczywiście wycierała mocno zwykłym ręcznikiem, suszyła gorącym nawiewem i ponakładała kupę świństwa. No ale człowiek uczy się na błędach. Następnym razem będę po prostu fryzjerkę instruować, co ma robić, skoro sama nie wie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. śliczne włoski:)
    zapraszam do siebie nowy blog http://myobsessionhaircare.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. haha skąd ja to znam ;d fryzjerki nie mają w sobie ani odrobiny delikatności, kiedyś mnie tak pociągnęła przy rozczesywaniu, że aż mi się płakać zachciało i po prosiłam czy mogłaby być TROCHĘ delikatniejsza ;e na szczęście to było kiedyś, teraz chodzę do mniej 'agresywnej' w działaniu fryzjerki, która dodatkowo wie, że 2 cm to 2 cm : )

    OdpowiedzUsuń
  17. ja mam dystans do fryzjerów po tym jak za zwykłe farbowanie w 2h musiałam zapłacić 150zł. Szlag mnie trafia, bo przy tym byłam prywatnym psychologiem, fryzjerka wylewała mi przez cały ten czas swoje żale, a jeszcze tyle musiałam zapłacić :( od tej pory omijam jej dom szerokim łukiem. Jeszcze co do dziwnych cen, sauna na włosy (słynne nawilżanie kapsułkowe) kosztowałoby mnie u niej 150zł, a w innym salonie (i to w mieście, a ona prowadzi we własnym domu) 50 zł!! Szok!! zdziera baba na czym popadnie :)
    teraz trzymam się tylko sprawdzonych fryzjerek, mama ma zaprzyjaźnioną Panią od kilku lat i teraz tam chodzę :)
    ale przygody też mam :D
    swoją drogą jak po takich przejściach, które tu opisałaś to twoje włosy wyglądają dość dobrze :) z moim byłoby siano...

    OdpowiedzUsuń

Każdy otrzymany komentarz to dla mnie wielka przyjemność. ;]
Jeśli dodatkowo zostaniesz tu na dłużej, wtedy będę całkowicie uszczęśliwiona.
Reklama jest niepotrzebna, ponieważ odwiedzam wszystkich obserwatorów i komentujących. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...